6 czerwca 1990 roku weszła w życie ustawa likwidująca Główny Urząd Kontroli Publikacji i Widowisk. Dla ludzi wychowanych w PRL nie była to abstrakcyjna zmiana w przepisach, lecz koniec instytucji, która przez dziesięciolecia decydowała, co można wydrukować, wystawić, powiedzieć publicznie albo przemilczeć.
Cenzura miała twarz urzędu, pieczątki i skreśleń na maszynopisie, ale jej prawdziwy wpływ sięgał głębiej. Uczyła redaktorów, autorów, wydawców i zwykłych ludzi autocenzury. W wielu redakcjach dobrze wiedziano, jakich tematów nie podejmować, jakich słów unikać i które fakty lepiej zostawić poza tekstem. Państwo nie musiało za każdym razem krzyczeć. Wystarczyło, że przez lata nauczyło obywateli ostrożności.
Urząd od pilnowania granic słowa
Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk powstał po wojnie jako jedno z narzędzi komunistycznej kontroli nad społeczeństwem. Jego nazwa zmieniała się, lecz sens pozostawał podobny: władza miała sprawdzać, czy przekaz publiczny mieści się w granicach dopuszczonych przez system.
Kontrolowano prasę, książki, spektakle, filmy, plakaty, a nawet drobne druki. Cenzor mógł zatrzymać informację, zmienić fragment tekstu albo wymusić usunięcie nazwiska. Szczególnie wrażliwe były tematy dotyczące Związku Sowieckiego, Katynia, opozycji, Kościoła, kryzysów gospodarczych, protestów społecznych czy prawdziwej skali zależności PRL od Moskwy.
Najskuteczniejsza cenzura nie zawsze polega na tym, że ktoś skreśla zdanie czerwonym ołówkiem. Czasem polega na tym, że autor sam nie pisze zdania, które powinno paść.
Dlaczego rok 1990 miał znaczenie
Ustawę znoszącą organy kontroli publikacji i widowisk uchwalono 11 kwietnia 1990 roku. Jej wejście w życie 6 czerwca zamykało pewien etap polskiej drogi wychodzenia z komunizmu. Po wyborach czerwcowych 1989 roku i zmianach politycznych trzeba było usunąć także instytucje, które fizycznie pilnowały starego porządku.
Nie oznaczało to oczywiście, że z dnia na dzień zniknęły wszystkie lęki, nawyki i zależności. Wolna prasa musiała się dopiero uczyć wolności, a czytelnicy musieli przyzwyczaić się do tego, że spór, ostre pytania i niewygodne fakty są częścią normalnego życia publicznego, a nie zagrożeniem dla państwa.
Wolność słowa nie działa sama
Ta rocznica jest ważna, bo przypomina, że wolność słowa ma wymiar prawny, ale także osobisty. Można zamknąć urząd cenzury, a jednocześnie nadal bać się opinii środowiska, nacisku politycznego, reklamy, algorytmów albo modnych etykiet. Mechanizmy się zmieniają, pokusa zostaje: nie mówić tego, co niewygodne.
Nie chodzi o to, by każdy mówił wszystko bez odpowiedzialności. Słowo może ranić, kłamać i niszczyć. Ale dojrzałe społeczeństwo nie potrzebuje urzędu, który myśli za obywateli. Potrzebuje ludzi, którzy potrafią spierać się uczciwie, sprawdzać fakty i nie mylić prawdy z wygodą.
- 11 kwietnia 1990 roku uchwalono ustawę znoszącą organy kontroli publikacji i widowisk.
- 6 czerwca 1990 roku ustawa weszła w życie.
- GUKPiW/GUKPPiW stał się symbolem państwowej kontroli słowa w PRL.
Koniec urzędu cenzury nie był więc tylko porządkowaniem administracji. Był jednym z warunków odzyskiwania normalnej rozmowy publicznej. A normalna rozmowa jest trudna: wymaga nie tylko prawa do mówienia, ale też gotowości słuchania, odwagi sprawdzania i elementarnej uczciwości wobec faktów.



























