Śmierć Władysława Raczkiewicza. Ciągłość państwa na uchodźstwie

Prezydent RP Władysław Raczkiewicz przemawia na pokładzie polskiego okrętu wojennego.

Prezydent RP Władysław Raczkiewicz na polskim okręcie wojennym. Źródło: Wikimedia Commons, domena publiczna.

6 czerwca 1947 roku w Ruthin w Walii zmarł Władysław Raczkiewicz, pierwszy prezydent Rzeczypospolitej Polskiej na uchodźstwie. Jego nazwisko rzadko pojawia się w popularnych opowieściach o XX wieku, choć urząd, który objął po klęsce wrześniowej, miał ogromne znaczenie dla ciągłości polskiego państwa.

Raczkiewicz nie był politykiem od wielkich gestów i łatwych haseł. Należał raczej do pokolenia ludzi instytucji: prawników, urzędników, działaczy państwowych, którzy po 1918 roku budowali Rzeczpospolitą kawałek po kawałku. W chwili próby przypadła mu rola niewdzięczna: reprezentować państwo, które zostało rozbite militarnie, lecz nie uznało własnej likwidacji.

Droga człowieka II Rzeczypospolitej

Urodził się w 1885 roku w Kutaisi, na terenie dzisiejszej Gruzji, w rodzinie związanej z polską tradycją kresową i państwową. Studiował prawo, działał społecznie, a po odzyskaniu niepodległości wszedł do służby publicznej. Był między innymi ministrem spraw wewnętrznych, wojewodą nowogródzkim, wileńskim i krakowskim, a także marszałkiem Senatu.

Ten życiorys może dziś wydawać się odległy, ale dobrze pokazuje, jak wyglądała elita odrodzonego państwa. Byli to ludzie uformowani jeszcze przed niepodległością, często poza centrum kraju, a jednocześnie przekonani, że polskość wymaga pracy organizacyjnej, znajomości prawa i cierpliwego budowania urzędów.

Prezydent bez kraju pod stopami

Po agresji Niemiec i Związku Sowieckiego we wrześniu 1939 roku najwyższe władze RP znalazły się poza granicami kraju. Prezydent Ignacy Mościcki, internowany w Rumunii, wyznaczył następcę. 30 września 1939 roku Władysław Raczkiewicz został zaprzysiężony na prezydenta RP.

Nie była to formalność dla kronikarzy. Chodziło o rzecz zasadniczą: Polska, choć okupowana, zachowywała legalne władze, rząd, armię, dyplomację i więź z Polskim Państwem Podziemnym. W świecie, w którym agresorzy chcieli sprowadzić prawo do siły, samo trwanie legalnego urzędu miało znaczenie polityczne i moralne.

Raczkiewicz był prezydentem państwa, którego terytorium zajęli wrogowie, ale którego istnienia nie mogli wykreślić własnym podpisem.

Samotność po Jałcie

Najtrudniejsze lata jego prezydentury przypadły nie tylko na czas wojny, lecz także na okres narastającej samotności politycznej. Polska walczyła u boku aliantów, wystawiała żołnierzy, lotników i marynarzy, ponosiła ofiary, a mimo to jej przyszłość coraz wyraźniej zależała od układów między mocarstwami. Konferencja jałtańska pokazała, że zwycięstwo nad Hitlerem nie musi oznaczać wolności dla wszystkich narodów.

Raczkiewicz trwał przy legalizmie, choć realny wpływ władz emigracyjnych malał. Dla wielu ludzi mogło to wyglądać jak gest bez praktycznej siły. A jednak w historii bywają gesty, które przechowują sens na później. Urząd prezydenta na uchodźstwie przypominał, że komunistyczna władza instalowana w kraju nie była prostą kontynuacją II Rzeczypospolitej.

Dlaczego warto o nim pamiętać

Władysław Raczkiewicz zmarł w 1947 roku, już po cofnięciu przez zachodnich aliantów uznania dla rządu RP na uchodźstwie. To ważny szczegół, bo pokazuje samotność polskiej sprawy po wojnie. W wymiarze dyplomatycznym emigracyjne władze traciły znaczenie. W wymiarze historycznym zachowywały jednak ciągłość, do której można było wrócić po upadku komunizmu.

Nie trzeba robić z Raczkiewicza postaci pomnikowej, aby docenić jego miejsce w polskiej historii. Wystarczy zobaczyć w nim człowieka odpowiedzialnego za urząd w czasie, gdy urząd dawał więcej ciężaru niż splendoru. To często mniej efektowne niż dowodzenie bitwą, ale państwa potrzebują także takich form służby.

Exit mobile version